Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różne. Pokaż wszystkie posty
piątek, 30 maja 2014
Bomba według Szymonbike'a...
Ja od niego dostałem bana, mimo to czasami zaglądam, czasami nawet czytam, czasami nawet coś obejrzę. I obejrzałem Roadtripping Calpe na Vimeo. I tak oto według Szymona wygląda bomba:
"Bomba ? To jest fachowe określenie wśród kolarzy określające stan fizjologiczny..."
Nic nowego w sumie...ale mnie bardziej ruszyło to co było dalej:
"...ale do tego dochodzą jeszcze parametry mentalne...tak bym powiedział...obniżone morale...wprost proporcjonalne do obniżonego poziomu cukru...tak chyba bym to ujął..."
No właśnie...morale. I tutaj dochodzimy do sedna...
Chłopaki płaczą...
...bo takie mamy czasy i nie ma czego się wstydzić. Mnie dzisiaj dopadła taka bomba, człowiek czasami jest bezradny...bezsilny...nie pierwszy raz i pewnie nie ostatni...i to chyba tyle...tak po prostu...dopadło i już...Jest na to jakiś sposób ? Jest...
Rower...
Jutro jadę na MP mastersów w ITT. A co...pożyczony rower, pożyczony kask, kombinezon się trafił psim swędem...doświadczenia zero....formy nie ma (od 14 dni biorę jakieś gówna a katar nadal męczy)...
Jedno jest pewne...
Zostawię serce i płuca na trasie, nie będę wstydził się średniej, nie będę wnikał na czas...i być może nawet będzie ostatnie miejsce...kto wie...najważniejsze będzie to, że zrobiłem wszystko co mogłem tego dnia...pojechałem w trupa, porzygałem się na kresce...i wrócę do domu bez medalu, bez koszulki...ale bomby już nie będzie....wrócę szczęśliwy...prawie...
piątek, 21 marca 2014
Trochę mnie nie było...
Dlaczego, przynudzać nie będę. W skrócie: od września ubiegłego roku przez jakieś 4 miesiące nie jeździłem. W styczniu parę razy wsiadłem, w lutym nie więcej niż w styczniu....amen.
Teraz siedzę sobie w Hiszpanii...takie tam rowerowe wczasy, co ze zgrupowaniem kolarskim nie mają absolutnie nic wspólnego.
Dlaczego, przynudzać nie będę. W skrócie: od września ubiegłego roku przez jakieś 4 miesiące nie jeździłem. W styczniu parę razy wsiadłem, w lutym nie więcej niż w styczniu....amen.
Teraz siedzę sobie w Hiszpanii...takie tam rowerowe wczasy, co ze zgrupowaniem kolarskim nie mają absolutnie nic wspólnego.
I tutaj sorprajs bo nie jestem w Calpe ;)
Ale co tam hiszpańskie trasy, co tam katalońskie słońce, co tam piękne widoczki... W "naszym" środowisku zrobiło się gorąco...chyba nawet można powiedzieć, że wybuchła afera.
Sralpe
Nasz świat został niestety brutalnie podzielony. Na tych co zimą trenują w Calpe (tudzież innym śródziemnomorskim kurorcie) i na tych co zimą trenują w Sralpe czyli naszym kochanym kraju.
Przede wszystkim "ktoś" zaczął drążyć temat skąd sama nazwa Sralpe się wzięła. A ponieważ ten "ktoś" wie wszystko o wszystkim i wszystkich to definicję znalazł szybciej niż Maksel kręci na kilometr.
Otóż to nic innego jak szydzenie i naśmiewanie się tych wszystkich bidnych Poloczków trenujących w rodzinnych stronach z tych wszystkich trenujących w Calpe. Bo po jakiego grzyba jeździć gdzieś na drugi koniec Europy skoro u nas też można pokręcić kilometry... Bo naprawdę można, a już na pewno można było tej zimy.
Jestem w Lloret De Mar. Jest pięknie. Jest słońce, jest ciepło. Są góry, jest morze. Barcelona na wyciągnięcie ręki bo zaledwie godzinę dwadzieścia pociągiem. Uwierzcie mi, że gdyby mnie było stać to wpadałbym tutaj z rodziną co roku o tej porze. Pojeździć, wypocząć...
Tegoroczny pobyt trafił mi się jak ślepej kurze ziarno. Tak więc korzystam. Jeżdżę, cykam foty, odpoczywam. Na twarzoksiążce już pewnie co najmniej kilka osób zdążyłem wkurw*ć do czerwoności. Bo oni tam się męczą bidulki w swoim Sralpe a ja mam wysrane na nich i na wszystko wokół nich.
To nie tak. Doskonale wiem jak to jest bo sam jedną zimę spędziłem w Tatrach. Tak, tak, na rowerze. Ciężko trenowałem w mrozie i śniegu podczas gdy kilku moich kolegów spędziło sporą część lutego czy marca w ciepłych krajach. Nie czułem się gorszy od nich i jestem pewien, że oni nie czuli się lepsi ode mnie.
Bo tak to już w życiu jest. Raz na wozie raz pod wozem. Dzisiaj ja jestem tutaj ale za rok mogę być zupełnie w innym miejscu, lepszym miejscu...i to się tyczy nas wszystkich.
Tak więc Sralpe to, tak jak ktoś gdzieś napisał, takie nasze gówniane Calpe. Bez słońca i bez pięknych widoków... Tylko nie do końca to wszystko wygląda na posrane. Wystarczy widzieć to co chcemy zobaczyć i będzie...pięknie. Bo wszędzie da się pokręcić i wszędzie można się zachwycać tym co nas otacza...
A to, że MY nie szukamy okazji aby w końcu wyjechać z naszego szarego kraju i potrenować w ciepełku, tylko siedzimy przed monitorami i wymyślamy Sralpe ??? No cóż. Różni ludzie mają w życiu różne priorytety. Dla jednych całym światem są wyprasowane PRO skarpetki, czy wylizany i świecący łańcuch, dla drugich dom i rodzina...przykładów jest jeszcze więcej ale wiadomo o co chodzi...
Tak więc "bawmy" się ze Sralpe Polska a niekumaty sztywniak niech prasuje PRO skarpetki ;)
@wiki
p.s.
poniedziałek, 17 grudnia 2012
Świnoujście, Ustrzyki Górne i Radlin...
Co mają wspólnego ze sobą te trzy miejsca ? W zachodniopomorskim jest start, w Bieszczadach jest meta, a na Śląsku trzeba być (i pojechać)...
Brzmi to wszystko nieco tajemniczo...Ci co są w temacie doskonale wiedzą o czym mowa. Oświecam tych, co nie czają ni w ząb :)
Bałtyk-Bieszczady Tour. 1008 km non stop. Rowerem !!! Tak, rowerem !!! Limit czasowy: 3 doby. Taki jest pomysł: pojechać, wystartować i zameldować się na mecie w Bieszczadach. A co tam :)
Czasu na przygotowania multum bo w przyszłym roku maraton nie odbędzie się. Także do lata 2014 czasu a czasu...
A Radlin ? Na Śląsk trzeba się wybrac i zaliczyc 600 km w 24 godziny. Taka kwalifikacja...
Coś więcej w temacie po świętach...
Michał
p.s. życzeń nie składam bo przed świętami będzie jeszcze jeden fajny (tak myślę) wpis o tym co ma wspólnego (moim skromnym zdaniem) piłka nożna z kolarstwem...uwierzcie mi, że dużo.
Do następnego.
Tag :
//
Różne
,
Tag :
//
trochę o kolarstwie

