Pokazywanie postów oznaczonych etykietą treningi. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 21 kwietnia 2014
Są święta. Pewnie nie ja jeden skosztowałem wczoraj trochę %%%. W lany poniedziałek postanowiłem wypocić wszystko i pojechałem pod Aptekę.
Start, Giewont, w lewo na Dobrą....i tak lecieliśmy, lecieliśmy i do mety zrobiła się jakaś dyszka. Dużo nas nie zostało, przyzwoite tempo i upierdliwy wiatr zrobił swoje. Odjechała dwójka. Dałem zmianę, dość mocną, hehe no przyznam, że było z wiatrem. Doszliśmy śmiałków. Tempa nie zwalniałem. Wręcz przeciwnie, pocisnąłem jeszcze mocniej lewą stroną i odjechałem na jakieś sto metrów może. I to nawet nie był żaden skok...pojechałem i tyle. Za jakiś km, może ciut więcej, zostałem łyknięty, a jęzor mi zwisał do pasa.
Jakiś koleś rzekł do mnie bardzo poważnym głosem: "jak nie będziesz wychodził na zmiany tylko tak sobie skakał to sobie tutaj nie pojeździsz". Zamurowało mnie z deczka. Zmiany dawałem. No może mniej niż inni ale czy ktoś to kuźwa liczy czy jak ? Może gość miał taką fazę przez cały trening, że nie widział kto kiedy jest na czubie ? I te skoki...jakie skoki ? To był jedyny moment kiedy wyrwałem się jak idiota do przodu. No i zostałem skarcony jak młody. Nie miałem siły na dyskusję. Coś tam wydukałem grzecznie pod nosem. Miałem jeszcze ochotę powiedzieć: "łap oddech bo kreska się zbliża i może zaraz Ci braknie...".
Im bliżej "mety" tym zapiek większy. Mojego nowego kumpla już z nami nie ma. A ja na kreskę wleciałem dziś trzeci....taka sytuacja ;)
Start, Giewont, w lewo na Dobrą....i tak lecieliśmy, lecieliśmy i do mety zrobiła się jakaś dyszka. Dużo nas nie zostało, przyzwoite tempo i upierdliwy wiatr zrobił swoje. Odjechała dwójka. Dałem zmianę, dość mocną, hehe no przyznam, że było z wiatrem. Doszliśmy śmiałków. Tempa nie zwalniałem. Wręcz przeciwnie, pocisnąłem jeszcze mocniej lewą stroną i odjechałem na jakieś sto metrów może. I to nawet nie był żaden skok...pojechałem i tyle. Za jakiś km, może ciut więcej, zostałem łyknięty, a jęzor mi zwisał do pasa.
Jakiś koleś rzekł do mnie bardzo poważnym głosem: "jak nie będziesz wychodził na zmiany tylko tak sobie skakał to sobie tutaj nie pojeździsz". Zamurowało mnie z deczka. Zmiany dawałem. No może mniej niż inni ale czy ktoś to kuźwa liczy czy jak ? Może gość miał taką fazę przez cały trening, że nie widział kto kiedy jest na czubie ? I te skoki...jakie skoki ? To był jedyny moment kiedy wyrwałem się jak idiota do przodu. No i zostałem skarcony jak młody. Nie miałem siły na dyskusję. Coś tam wydukałem grzecznie pod nosem. Miałem jeszcze ochotę powiedzieć: "łap oddech bo kreska się zbliża i może zaraz Ci braknie...".
Im bliżej "mety" tym zapiek większy. Mojego nowego kumpla już z nami nie ma. A ja na kreskę wleciałem dziś trzeci....taka sytuacja ;)
niedziela, 13 kwietnia 2014
Hiszpania nadal czeka na podsumowanie, trzeba przebrać zdjęcia, podliczyć kilometry... A tymczasem jeżdżę. Pokuszę się nawet napisać, że trenuję ;)
W tym sezonie, po słabo przepracowanej zimie, postanowiłem wpisać w swój kalendarz jak najwięcej łódzkich ustawek. Kolarska karuzela ruszyła na dobre z początkiem kwietnia, a ja mam już zaliczone trzy treningi w zacnym towarzystwie cyklomaniaków.
Wszystko zaczęło się w ostatni weekend marca. Na pierwszy ogień sobotnie Kasztany. Na zbiórce tłoczno, ładna pogoda, jest kilka znajomych twarzy. Rozmawiam z Andrzejem, z którym mam zamiar jechać na otwarcie sezonu w Sobótce. Krótko po starcie kilka słów z "młodym" Leduchem.
Niektórych rowery zapierają dech w piersiach, ale i nie brakuje wśród nas zimówek.
Zjeżdżamy przed Giewontem ze Strykowskiej i zaczyna się trening. Skoki, zaciągi...czyli wszystko to, co na ustawkach jest na porządku dziennym. Noga swędzi (choć wiem, że może mnie to sporo kosztować) i próbuję swoich sił doskakując do małego odjazdu. "Co ma być to będzie". Moja przygoda trwała krótko. Odcięło mnie bardzo szybko...
...i nim się zorientowałem to jechałem już z drugą dywizją. Całe szczęście, że uodporniłem się na tyle, że nie robiłem z tego jakiejś afery. Uświadomiłem sobie jak cienki jestem i ile pracy jeszcze przede mną...
Mimo sobotniej porażki postanowiłem pojechać w niedzielę pod Aptekę. Ta sama ekipa co dzień wcześniej plus Lisek, nowicjusz jeżeli chodzi o tego typu "imprezy". Wszystko było fajnie, pięknie...gdyby nie jakaś pieprzona dziura na trasie. Dziura jak dziura ale jak w pewnym momencie tylne koło jest w górze, a człowiek jedzie w samym środku sporej grupy to przestaje to być zabawne. Nie wiem jak ale zdołałem uniknąć dzwona. Niestety w momencie kiedy tylne koło powiedziało "welcome back" czyli znowu toczyło się po asfalcie, straciłem podsiodłową. Zatrzymałem się i było już po treningu...
Po dwóch tygodniach mogłem pozwolić sobie tylko na niedzielną Aptekę. Dzień przed moimi urodzinami pomyślałem sobie, że fajnie by było sprawić sobie jakiś mały prezent w postaci dobrej jazdy. Dość upierdliwy wiatr sprawił, że dość szybko stawka pękła na pół. Zostałem w czubie (nie cudem) i jechałem co swoje. Mniej więcej na dyszkę do kreski odjechało trzech, potem kolejnych trzech. Skoczyłem i doskoczyłem. Pokazałem sobie, że można. Kawałek dalej dojechało do nas dwóch...Przewaga nie była zbyt mała ale przez chwilę wydawało się, że nas łykną bo im bliżej mety tym więcej "czary mary". Zakręt w lewo, zmarszczka, przejazd. Marek pojechał, ja za nim. Odjeżdżamy we dwóch. Znów pokazałem sobie, że można...
Daję zmiany choć czuję, że pali się już rezerwa... Strzelam Markowi z koła. Nogi powiedziały dosyć. W zasięgu wzroku długa prosta....chyba widzę kreskę. Marek już dość daleko z przodu, ja złapałem oddech i postanowiłem nie dać się dogonić małej grupce z tyłu. Udało się...drugi na mecie. Usmarkany ale drugi...na ustawce ale drugi... Miał być prezent i był prezent...
Fuks ? Chyba nie. To raczej zaczyna wyglądać tak jak powinno. Teraz tylko jeden kierunek. Forma. Może już w czerwcu na MP...a jeżeli nie to później. Nie ważne...
@wiki
Tag :
//
apteka
,
Tag :
//
cyklomaniacy
,
Tag :
//
ja
,
Tag :
//
kolarstwo masters
,
Tag :
//
relacje
,
Tag :
//
treningi
niedziela, 21 lipca 2013
W środę były podjazdy, podjazdy i jeszcze raz podjazdy. Zacząłem skromnie, pod Olczę, później Cyhrla, Głodówka od Zakopanego i Bukowina bokami od strony Leśnicy. Na deser wspinaczka na Murzasichle. Na wszystkich średnie nachylenie w granicach 5-6% czyli te, których pokonywanie idzie mi najlepiej. Równo do góry, bez ścianek, które mnie wręcz zabijają i odbierają ochotę do dalszej jazdy. 75 km i ponad 1200 metrów w pionie to już zacne cyferki...
...okolice Głodówki i Bukowiny
Czwartek to krótkie kręcenie późnym popołudniem. Niespełna 40 km, podjazdów circa 500 m, noga po środowym treningu ciężka...
W piątek wspólna jazda z tatą. Miało być delikatnie, miało być maksymalnie 2,5 godziny i tak wyszło. Najpierw szybko i z góry do Szaflar. Dalej przez Bór (tutaj krótka i sztywna zmarszczka) i Gronków do drogi Nowy Targ - Białka. Na rondzie tuż przed Bukowiną pojechaliśmy na Jurgów w kierunku Słowacji. U naszych południowych sąsiadów widok na góry zapierał dech w piersiach.
...Jurgów (po lewej stacja narciarska)
...przejście graniczne
...po Słowackiej stronie - Podspady
W Podspadach na Łysą Polanę. Tutaj mój wzrok przykuła świeża farba na asfalcie. Wtajemniczeni doskonale wiedzą o co kaman...ten dzień się zbliża :)
Delikatnie ale jednak cały czas pod górę, stromiej w miejscowości Tatranska Javorina, zjazd do Łysej Polany i znowu Polska. Tutaj na drodze tłok jak cholera (parkingi dla turystów wybierających się na Morskie Oko). Głodówka od strony Słowacji pokonana bardzo sprawnie i bez nadmiernego potu (takie było założenie).
Długi zjazd (około 6 km), nielubiana bardzo przez ze mnie długa prosta delikatnie pod górę, Cyhrla w dół i po zabawie. W sumie wyszło 67 km z małym hakiem ze średnią 30 km/h, w pionie ponad 900 metrów. Fajny, przyjemny trening bez nacisku na podjazdy...
wtorek, 16 lipca 2013
W Zakopanem jestem od niedzieli ale przez dwa dni nie udało się wyjechać na szosę. W dzień przyjazdu w ogóle nic nie planowałem, wczoraj padało od samego rana, a gdy późnym popołudniem zdecydowałem się na godzinkę po okolicznych asfaltach to tata zaproponował nocny wyjazd na rybki :) Tacie nie odmówiłem, a rower nie zając, nie ucieknie... Dzisiaj rano byłem po tych rybach mocno niedospany ale że pogoda wyraźnie zaczęła zachęcać (skutecznie z resztą) to pojechaliśmy z tatą i Elą na rundkę.
Początek dość szybko do Szaflar w ramach rozgrzewki. Żadna to filozofia jechać tam szybko bo więcej z góry niż pod górę, do tego wiatry na tym odcinku są przeważnie mocno sprzyjające. Krótka hopa tuż za Szaflarami w kierunku drogi Nowy Targ-Czarny Dunajec zaliczona z płyty w dość żwawym tempie i już wiedziałem, że noga sama jedzie :) Świeżość (4 dni bez roweru) ? Może...
Dalej Rogoźnik, Stare Bystre i 1400 metrów podjazdu w Cichym (średnio 4,9%) pokonane na młynku ale w tempie jak na mnie bardzo przyzwoitym.
Chochołów, Witów, Kościelisko (delikatnie ale cały czas pod górę) i w zasadzie było już po treningu. Zjeżdżając Krzeptówkami w stronę centrum trochę poniosła mnie fantazja. Trzeba było widzieć miny kierowców :)
...i tak minął pierwszy treningowy dzień w Tatrach. Max na dzień dzisiejszy to 70.6 km/h - zjazd Drogą Na Olczę w kierunku Harendy. Jak ktoś chce zobaczyć trochę cyferek to oto i one: Polar, Endo i Strava.
Jutro taka traska w planach: w dół przez centrum na Harendę, podjazd pod Olczę, dalej wspinanie na Cyhrlę i zaraz potem Zazadnia, zjazd do Bukowiny Tatrzańskiej, podjazd przez Murzasichle od Stasikówki i... dalej zobaczymy jaki będzie kilometraż :) Ma wyjść circa 2.5/3 h.
Zanim jednak pojadę na szosę to do południa czeka mnie prawdziwe wyzwanie...będę uczył jazdy na rowerze mojego synka, także trzymajcie kciuki !!!
@wiki
Początek dość szybko do Szaflar w ramach rozgrzewki. Żadna to filozofia jechać tam szybko bo więcej z góry niż pod górę, do tego wiatry na tym odcinku są przeważnie mocno sprzyjające. Krótka hopa tuż za Szaflarami w kierunku drogi Nowy Targ-Czarny Dunajec zaliczona z płyty w dość żwawym tempie i już wiedziałem, że noga sama jedzie :) Świeżość (4 dni bez roweru) ? Może...
Dalej Rogoźnik, Stare Bystre i 1400 metrów podjazdu w Cichym (średnio 4,9%) pokonane na młynku ale w tempie jak na mnie bardzo przyzwoitym.
Chochołów, Witów, Kościelisko (delikatnie ale cały czas pod górę) i w zasadzie było już po treningu. Zjeżdżając Krzeptówkami w stronę centrum trochę poniosła mnie fantazja. Trzeba było widzieć miny kierowców :)
...droga Czarny Dunajec-Zakopane (odcinek 2 km przed Kościeliskiem)
...potok w pobliżu Doliny Chochołowskiej
...i tak minął pierwszy treningowy dzień w Tatrach. Max na dzień dzisiejszy to 70.6 km/h - zjazd Drogą Na Olczę w kierunku Harendy. Jak ktoś chce zobaczyć trochę cyferek to oto i one: Polar, Endo i Strava.
Jutro taka traska w planach: w dół przez centrum na Harendę, podjazd pod Olczę, dalej wspinanie na Cyhrlę i zaraz potem Zazadnia, zjazd do Bukowiny Tatrzańskiej, podjazd przez Murzasichle od Stasikówki i... dalej zobaczymy jaki będzie kilometraż :) Ma wyjść circa 2.5/3 h.
Zanim jednak pojadę na szosę to do południa czeka mnie prawdziwe wyzwanie...będę uczył jazdy na rowerze mojego synka, także trzymajcie kciuki !!!
@wiki
sobota, 8 czerwca 2013
Gdzieś trzaskało...
Rozebrałem to i owo, przeczyściłem to i tamto...a to co wcześniej rozebrałem i przeczyściłem to nie zapomniałem odpowiednio nasmarować :)
Po wszystkich zabiegach pojechałem na krótkie reggae. Kontrolnie, czy trzaski zniknęły czy nie. Niestety poniosłem bolesną porażkę.
Pobocze, rękawiczki na trawę i sprawdzam co tylko mogę sprawdzić gołymi rękoma. Luźna (przy okazji trzaskająca) szprycha w tylnym kole :) Wracając do domu pocykałem trochę fotek. A co, jak reggae to reggae...
Rozebrałem to i owo, przeczyściłem to i tamto...a to co wcześniej rozebrałem i przeczyściłem to nie zapomniałem odpowiednio nasmarować :)
Po wszystkich zabiegach pojechałem na krótkie reggae. Kontrolnie, czy trzaski zniknęły czy nie. Niestety poniosłem bolesną porażkę.
Pobocze, rękawiczki na trawę i sprawdzam co tylko mogę sprawdzić gołymi rękoma. Luźna (przy okazji trzaskająca) szprycha w tylnym kole :) Wracając do domu pocykałem trochę fotek. A co, jak reggae to reggae...
@wiki
czwartek, 2 maja 2013
15-21/04
Plan zrealizowany :)
Trzy jazdy solo od poniedziałku do środy, dwa dni wolnego i bardzo udany weekend. W sobotę pojechaliśmy z Krzyśkiem na ustawkę pod Kasztany, w niedzielę zaś większą ekipą na Strykowską. W sumie przez ostatnie dwa dni tygodnia wyszło solidne 266 km...
Statystyki tygodnia:
- liczba treningów: 5 (5 x szosa)
- dni wolne: 2
- czas w siodełku: 13h53
- kilometry: 435,7
- najkrócej (km): 43,8
- najdłużej (km): 137,8
- najkrócej (czas): 1h20
- najdłużej (czas): 4h23
Wydarzenie tygodnia czyli dzień warty uwagi: sobota - ustawka pod Kasztanami i niedziela - ustawka na Strykowskiej.
22-28/04
Luźniejszy tydzień...
Od poniedziałku do piątku 6 x dojazdy (do i z pracy), jeden raz wyskoczyłem w ciągu dnia na 1,5 godzinki.
Na weekend zaplanowałem sobie sobotni wyścig w Brodnicy...w piątek zaś zdecydowałem, że zostanę na noc aby w niedzielę odwiedzić Toruń i odbyć krótki trening z Michałem Kwiatkowskim. Plany jednak się zmieniły i zamiast treningu wybrałem kolejne ściganie w mastersach w Bobrowie.
Statystyki tygodnia:
- dojazdy praca: 6
- liczba treningów: 1
- wyścigi: 2
- dni wolne: 1
- czas w siodełku: 11h50
- kilometry: 360,9
- najkrócej (km): 19,5
- najdłużej (km): 86,3
- najkrócej (czas): 0h43
- najdłużej (czas): 2h16
Wydarzenie tygodnia czyli dzień warty uwagi: sobota - wyścig masters/RM w Brodnicy i niedziela - wyścig masters w Bobrowie.
@wiki
Plan zrealizowany :)
Trzy jazdy solo od poniedziałku do środy, dwa dni wolnego i bardzo udany weekend. W sobotę pojechaliśmy z Krzyśkiem na ustawkę pod Kasztany, w niedzielę zaś większą ekipą na Strykowską. W sumie przez ostatnie dwa dni tygodnia wyszło solidne 266 km...
Statystyki tygodnia:
- liczba treningów: 5 (5 x szosa)
- dni wolne: 2
- czas w siodełku: 13h53
- kilometry: 435,7
- najkrócej (km): 43,8
- najdłużej (km): 137,8
- najkrócej (czas): 1h20
- najdłużej (czas): 4h23
Wydarzenie tygodnia czyli dzień warty uwagi: sobota - ustawka pod Kasztanami i niedziela - ustawka na Strykowskiej.
22-28/04
Luźniejszy tydzień...
Od poniedziałku do piątku 6 x dojazdy (do i z pracy), jeden raz wyskoczyłem w ciągu dnia na 1,5 godzinki.
Na weekend zaplanowałem sobie sobotni wyścig w Brodnicy...w piątek zaś zdecydowałem, że zostanę na noc aby w niedzielę odwiedzić Toruń i odbyć krótki trening z Michałem Kwiatkowskim. Plany jednak się zmieniły i zamiast treningu wybrałem kolejne ściganie w mastersach w Bobrowie.
Statystyki tygodnia:
- dojazdy praca: 6
- liczba treningów: 1
- wyścigi: 2
- dni wolne: 1
- czas w siodełku: 11h50
- kilometry: 360,9
- najkrócej (km): 19,5
- najdłużej (km): 86,3
- najkrócej (czas): 0h43
- najdłużej (czas): 2h16
Wydarzenie tygodnia czyli dzień warty uwagi: sobota - wyścig masters/RM w Brodnicy i niedziela - wyścig masters w Bobrowie.
@wiki
Tag :
//
co za tydzień
,
Tag :
//
treningi
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
Założenie na kwiecień było proste: 5 treningów w tydzień i dwa dni wolne. Niestety nie będzie to takie "hop siup"...
W sobotę zaliczyłem połowę Kasztanów... Niektórzy pewnie drapią się po głowie o co chodzi. Jedna z Łódzkich ustawek. Zapowiadało się nieźle. Niestety w połowie ich "rundy" zgubiłem licznik i było po jeździe. A, że szukanie zajęło mi ładnych parę minut to o gonitwie nie było już mowy. W sumie z dojazdem i powrotem wyszło mi jakieś 115 km więc "większej tragedii" nie ma...
Szkoda trochę niedzieli, ale w sobotę byłem na weselu także sami rozumiecie :)
Statystyki tygodnia:
- liczba treningów: 4 (4 x szosa)
- dni wolne: 3
- czas w siodełku: 09h47
- kilometry: 280,7
- najkrócej (km): 51,3
- najdłużej (km): 115,1
- najkrócej (czas): 1h46
- najdłużej (czas): 3h55
Wydarzenie tygodnia czyli dzień warty uwagi: sobota. Do południa ustawka pod Kasztanami, a wieczorem wesele kuzynki :)
p.s. Zrobiłem sobie prezent z okazji 34-tych urodzin :)
Tag :
//
co za tydzień
,
Tag :
//
treningi
sobota, 13 kwietnia 2013
Zaczyna to jakoś wyglądać. Wiem, że nie nadrobię zimy ale pewne zaległości tak. Tym bardziej, że pogoda pozwoliła na kręcenie. Urlop wykorzystałem do granic możliwości :)
Cały tydzień samotnie, w niedzielę z ekipą miejscową, część trasy z chłopakami z Aleksandrowa Łódzkiego...
Statystyki tygodnia:
- liczba treningów: 5 (4 x szosa, 1 x rolki)
- dni wolne: 2
- czas w siodełku: 12h15
- kilometry: 396,4
- najkrócej (km): 55,5
- najdłużej (km): 108,9
- najkrócej (czas): 1h50
- najdłużej (czas): 3h40
Wydarzenie tygodnia czyli dzień warty uwagi: brak :)
Cały tydzień samotnie, w niedzielę z ekipą miejscową, część trasy z chłopakami z Aleksandrowa Łódzkiego...
Statystyki tygodnia:
- liczba treningów: 5 (4 x szosa, 1 x rolki)
- dni wolne: 2
- czas w siodełku: 12h15
- kilometry: 396,4
- najkrócej (km): 55,5
- najdłużej (km): 108,9
- najkrócej (czas): 1h50
- najdłużej (czas): 3h40
Wydarzenie tygodnia czyli dzień warty uwagi: brak :)
p.s. gift :) (w drodze)
Tag :
//
co za tydzień
,
Tag :
//
treningi



















