Pokazywanie postów oznaczonych etykietą relacje. Pokaż wszystkie posty
sobota, 21 czerwca 2014
Od trzech sezonów maj to miesiąc najbogatszy w starty, przynajmniej u mnie. Głównie za sprawą Tour De Powiat czyli Maratonu Rowerowego po Ziemi Zgierskiej, w skład którego w tym roku weszło 5 wyścigów szosowych.
Ale od początku...
W weekend majowy dwa starty w Kole. Pierwszy to ITT. Mój debiut w czasówce jeżeli chodzi o mastersów. Dzięki uprzejmości Roberta (trener w KLTC Konin) mogłem pojechać na prawdziwej kozie, w prawdziwym kasku czasowym i w kombiaku.
Czasówka miała tylko 7,6 km (w regulaminie było 10 km) ale była dość wymagająca. Trasa w lesie, pofałdowana, do tego było bardzo zimno. Czas jaki wykręciłem to równe 12 minut co dało marną ;) średnią 38 z małym hakiem. Strata do zwycięzcy minuta i 18 sekund, miejsce siódme na dziewięciu startujących. Szału jak widać nie było, ale doświadczenie bezcenne...
Następnego dnia odbył się kolejny wyścig w Kole. Tym razem start wspólny na dystansie 70 km. Pogoda o niebo lepsza niż na czasówce, obsada dość silna.
Dość szybko po starcie ostrym zawiązała się akcja. Po szybkiej analizie kto jest w odjeździe stwierdziłem, że szanse mają duże. Przeskoczyłem i...pojechało. Z upływem kilometrów ekipa ciągle się kurczyła i ostatecznie zostało nas siedmiu. Na jakąś dyszkę do kreski Kamil z Żoliberów postanowił przeciągnąć nieco towarzystwo kilkoma konkretnymi skokami. W efekcie z przodu znalazło się trzech z Cyklosportu, potem my czyli trójka z M30, za nami Piotrek z Cyklo. Ten ostatni jechał z pierwszą trójką ale miał defekt. Na finiszu nie miałem najmniejszych szans na równorzędną walkę. Raz, że byłem mocno ujechany, dwa, że moimi towarzyszami byli nie byle jacy rywale: Baltazar z Żoliberów i Głowacki z Elbląga. Wpadło 3 miejsce, czyli pierwsze pudło w sezonie :)
Ale od początku...
W weekend majowy dwa starty w Kole. Pierwszy to ITT. Mój debiut w czasówce jeżeli chodzi o mastersów. Dzięki uprzejmości Roberta (trener w KLTC Konin) mogłem pojechać na prawdziwej kozie, w prawdziwym kasku czasowym i w kombiaku.
Czasówka miała tylko 7,6 km (w regulaminie było 10 km) ale była dość wymagająca. Trasa w lesie, pofałdowana, do tego było bardzo zimno. Czas jaki wykręciłem to równe 12 minut co dało marną ;) średnią 38 z małym hakiem. Strata do zwycięzcy minuta i 18 sekund, miejsce siódme na dziewięciu startujących. Szału jak widać nie było, ale doświadczenie bezcenne...
Następnego dnia odbył się kolejny wyścig w Kole. Tym razem start wspólny na dystansie 70 km. Pogoda o niebo lepsza niż na czasówce, obsada dość silna.
Dość szybko po starcie ostrym zawiązała się akcja. Po szybkiej analizie kto jest w odjeździe stwierdziłem, że szanse mają duże. Przeskoczyłem i...pojechało. Z upływem kilometrów ekipa ciągle się kurczyła i ostatecznie zostało nas siedmiu. Na jakąś dyszkę do kreski Kamil z Żoliberów postanowił przeciągnąć nieco towarzystwo kilkoma konkretnymi skokami. W efekcie z przodu znalazło się trzech z Cyklosportu, potem my czyli trójka z M30, za nami Piotrek z Cyklo. Ten ostatni jechał z pierwszą trójką ale miał defekt. Na finiszu nie miałem najmniejszych szans na równorzędną walkę. Raz, że byłem mocno ujechany, dwa, że moimi towarzyszami byli nie byle jacy rywale: Baltazar z Żoliberów i Głowacki z Elbląga. Wpadło 3 miejsce, czyli pierwsze pudło w sezonie :)
...podium w Kole
Kolejny weekend to pierwsze dwa etapy Tour De Powiat.
W sobotę w Głownie czekało nas szybkie i krótkie ściganie na rundach. Niestety krótko po starcie już wiedziałem, że nie ma szans na wynik. Sztyca od siodła wpadła dobre kilka cm w ramę. I ponieważ nadal wpadała to resztę dystansu przejechałem w pedałach. Na finiszu z grupy drugi, ostatecznie 4 miejsce w kategorii.
Niedziela, kolejne kryterium TDPowiat, tym razem w Zgierzu. W zeszłym roku szósty, dwa lata temu wygrana na solo...bardzo chciałem powtórzyć wynik sprzed dwóch lat, tym bardziej, że mocno kibicowała mi na trasie moja żonka :)
30 szybkich i krótkich rund, w sumie prawie 40 km, tyle było do pokonania. Nie padało ale mokro na całej trasie. Przejazd kolejowy, na którym pękła mi skorupa siodła rok temu zalany asfaltem.
Przebieg ? Na trzeciej rundzie skok lewą stroną. Po chwili na kole siedziała dwójka: Wola i Emil z Włókniarza (zwycięzca z Głowna). Współpraca układała się wzorowo i tak do mety. Na kresce pierwszy...szczęśliwy, żona jeszcze bardziej ;)
...w Zgierzu na rundzie
...w Zgierzu na rundzie
W następny weekend odwołany został trzeci etap Tour De Powiat w Parzęczewie. Prognozy pogody łaskawe na ten dzień nie były ale odwoływać imprezę z tego powodu ??? Pojechałem na Puchar Polski do poznańskich Smochowic. Kryterium, spora kasa do wygrania, co w mastersach jest rzadkością. Od rana nie padało...niestety tuz przed startem zaczęło....jak wyjeżdżałem do domu to padało nadal. Cała kryterka w zasadzie w ulewnym deszczu. Na starcie stałem na szarym końcu, a ponieważ szła od razu ostra rura to nie było jak się przecisnąć bliżej. Już na pierwszych rundach walczyłem z własnymi słabościami. W końcu nadszedł ten moment...strzał. Zrobiła się dziura, ktoś puścił koło...nawet nie podjąłem walki. Uformowała się grupka i tak do mety. Start kompletnie nieudany. Rąk nie załamywałem, przecież to nie ostatni raz...
Nazajutrz kolejny etap TDPowiat w Strykowie. Ściganie na 4 rundach, każda po 13 km. Aura tym razem dopisała. W połowie pierwszej rundy wspólnie z Wolą załapaliśmy się na koło trzech Cyklomaniaków z Łodzi. Mocna praca szybko dała efekty. Akcja udana, odjazd poszedł. Nasza przewaga rosła w bardzo szybkim tempie. Na kresce drugi, wygrał Wola. Z wyniku mega zadowolenie, tym bardziej, że noga tego dnia nie podawała...
...silny Ozorków przed startem w Strykowie ;)
...od lewej: Przemek (mój kuzyn), Szymek (mój chrześniak), ja i Wola
Kolejna sobota, ostatni etap Tour De Powiat w Aleksandrowie Łódzkim.
Zasmarkany ale jednak pojechałem. Wszystko po to aby tylko ukończyć i być branym pod uwagę w klasyfikacji generalnej cyklu. Na wyścigu byłem statystą. Żadnych skoków...nic. Jechałem aby jechać. Na finiszu dałem z siebie wszystko co mogłem i rzutem na taśmą zdobyłem punkcik, który dał mi wygraną w generalce. Dwa lata temu drugi, rok temu trzeci, w tym roku pierwszy :)
Cały cykl oceniam bardzo pozytywnie. Startowe 2 zł na wszystkie pięć wyścigów !!! Elektroniczny pomiar czasy, wyniki w sieci tego samego dnia wieczorem, prawie wzorowa organizacja, trofea, dyplomy, upominki...w przyszłym roku powinno się zmienić nazwę cyklu...na np. Wyścigi Szosowe o Puchar Starosty albo coś w tym rodzaju...impreza ma spore szanse przekształcić się z lokalnego, jak to nazywają "ogóra" w prawdziwe wyścigi szosowe, na które przyjedzie jeszcze więcej "wycinaków", których w naszym regionie i nie tylko nie brakuje.
Ostatnia sobota maja. Start w Mistrzostwach Polski Masters w jeździe indywidualnej na czas. Koza nadal była u mnie, kask także. Pojechałem sprawdzić własne możliwości i poznać swoje miejsce w szeregu ;)
W każdej kategorii wiekowej masa startujących. Przyjechałem nie mając celu czyli pełen spontan. Co ma być to będzie. Dopiero po rozgrzewce wiedziałem jaki wynik mnie zadowoli. W jej ramach przejechałem cała trasę. Co stwierdziłem ? Trasa wymagająca, góra dół, płaskiego tyle co kot napłakał. Typowe, interwałowe hopki. Średnia w granicach 40 km/h i zejście poniżej 30 minut...tak się rysował mój cel, który udało się zrealizować. Miejsce ? 21 na 30 startujących. Żaden wstyd...
Organizacyjnie niestety do kitu. Puszczanie co 30 sekund (wbrew przepisom), ponieważ było zbyt dużo startujących, zrobiło swoje. Sędziowie z Wielkopolski kolejny raz pokazali, że są najgorszymi w Polsce. Dali ciała na całej linii...dyskwalifikowali i jeszcze raz dyskwalifikowali...szkoda tylko, że nie tych co trzeba. Pewne sprawy udało się wyprostować na miejscu jednak spory niesmak pozostał....
...gdzieś na trasie ITT w Złotym Potoku
I tak oto wyglądał maj...
@wiki
Tag :
//
cyklomaniacy
,
Tag :
//
kolarstwo masters
,
Tag :
//
relacje
,
Tag :
//
shooty
,
Tag :
//
wyścigi
niedziela, 13 kwietnia 2014
Hiszpania nadal czeka na podsumowanie, trzeba przebrać zdjęcia, podliczyć kilometry... A tymczasem jeżdżę. Pokuszę się nawet napisać, że trenuję ;)
W tym sezonie, po słabo przepracowanej zimie, postanowiłem wpisać w swój kalendarz jak najwięcej łódzkich ustawek. Kolarska karuzela ruszyła na dobre z początkiem kwietnia, a ja mam już zaliczone trzy treningi w zacnym towarzystwie cyklomaniaków.
Wszystko zaczęło się w ostatni weekend marca. Na pierwszy ogień sobotnie Kasztany. Na zbiórce tłoczno, ładna pogoda, jest kilka znajomych twarzy. Rozmawiam z Andrzejem, z którym mam zamiar jechać na otwarcie sezonu w Sobótce. Krótko po starcie kilka słów z "młodym" Leduchem.
Niektórych rowery zapierają dech w piersiach, ale i nie brakuje wśród nas zimówek.
Zjeżdżamy przed Giewontem ze Strykowskiej i zaczyna się trening. Skoki, zaciągi...czyli wszystko to, co na ustawkach jest na porządku dziennym. Noga swędzi (choć wiem, że może mnie to sporo kosztować) i próbuję swoich sił doskakując do małego odjazdu. "Co ma być to będzie". Moja przygoda trwała krótko. Odcięło mnie bardzo szybko...
...i nim się zorientowałem to jechałem już z drugą dywizją. Całe szczęście, że uodporniłem się na tyle, że nie robiłem z tego jakiejś afery. Uświadomiłem sobie jak cienki jestem i ile pracy jeszcze przede mną...
Mimo sobotniej porażki postanowiłem pojechać w niedzielę pod Aptekę. Ta sama ekipa co dzień wcześniej plus Lisek, nowicjusz jeżeli chodzi o tego typu "imprezy". Wszystko było fajnie, pięknie...gdyby nie jakaś pieprzona dziura na trasie. Dziura jak dziura ale jak w pewnym momencie tylne koło jest w górze, a człowiek jedzie w samym środku sporej grupy to przestaje to być zabawne. Nie wiem jak ale zdołałem uniknąć dzwona. Niestety w momencie kiedy tylne koło powiedziało "welcome back" czyli znowu toczyło się po asfalcie, straciłem podsiodłową. Zatrzymałem się i było już po treningu...
Po dwóch tygodniach mogłem pozwolić sobie tylko na niedzielną Aptekę. Dzień przed moimi urodzinami pomyślałem sobie, że fajnie by było sprawić sobie jakiś mały prezent w postaci dobrej jazdy. Dość upierdliwy wiatr sprawił, że dość szybko stawka pękła na pół. Zostałem w czubie (nie cudem) i jechałem co swoje. Mniej więcej na dyszkę do kreski odjechało trzech, potem kolejnych trzech. Skoczyłem i doskoczyłem. Pokazałem sobie, że można. Kawałek dalej dojechało do nas dwóch...Przewaga nie była zbyt mała ale przez chwilę wydawało się, że nas łykną bo im bliżej mety tym więcej "czary mary". Zakręt w lewo, zmarszczka, przejazd. Marek pojechał, ja za nim. Odjeżdżamy we dwóch. Znów pokazałem sobie, że można...
Daję zmiany choć czuję, że pali się już rezerwa... Strzelam Markowi z koła. Nogi powiedziały dosyć. W zasięgu wzroku długa prosta....chyba widzę kreskę. Marek już dość daleko z przodu, ja złapałem oddech i postanowiłem nie dać się dogonić małej grupce z tyłu. Udało się...drugi na mecie. Usmarkany ale drugi...na ustawce ale drugi... Miał być prezent i był prezent...
Fuks ? Chyba nie. To raczej zaczyna wyglądać tak jak powinno. Teraz tylko jeden kierunek. Forma. Może już w czerwcu na MP...a jeżeli nie to później. Nie ważne...
@wiki
Tag :
//
apteka
,
Tag :
//
cyklomaniacy
,
Tag :
//
ja
,
Tag :
//
kolarstwo masters
,
Tag :
//
relacje
,
Tag :
//
treningi
niedziela, 21 lipca 2013
W środę były podjazdy, podjazdy i jeszcze raz podjazdy. Zacząłem skromnie, pod Olczę, później Cyhrla, Głodówka od Zakopanego i Bukowina bokami od strony Leśnicy. Na deser wspinaczka na Murzasichle. Na wszystkich średnie nachylenie w granicach 5-6% czyli te, których pokonywanie idzie mi najlepiej. Równo do góry, bez ścianek, które mnie wręcz zabijają i odbierają ochotę do dalszej jazdy. 75 km i ponad 1200 metrów w pionie to już zacne cyferki...
...okolice Głodówki i Bukowiny
Czwartek to krótkie kręcenie późnym popołudniem. Niespełna 40 km, podjazdów circa 500 m, noga po środowym treningu ciężka...
W piątek wspólna jazda z tatą. Miało być delikatnie, miało być maksymalnie 2,5 godziny i tak wyszło. Najpierw szybko i z góry do Szaflar. Dalej przez Bór (tutaj krótka i sztywna zmarszczka) i Gronków do drogi Nowy Targ - Białka. Na rondzie tuż przed Bukowiną pojechaliśmy na Jurgów w kierunku Słowacji. U naszych południowych sąsiadów widok na góry zapierał dech w piersiach.
...Jurgów (po lewej stacja narciarska)
...przejście graniczne
...po Słowackiej stronie - Podspady
W Podspadach na Łysą Polanę. Tutaj mój wzrok przykuła świeża farba na asfalcie. Wtajemniczeni doskonale wiedzą o co kaman...ten dzień się zbliża :)
Delikatnie ale jednak cały czas pod górę, stromiej w miejscowości Tatranska Javorina, zjazd do Łysej Polany i znowu Polska. Tutaj na drodze tłok jak cholera (parkingi dla turystów wybierających się na Morskie Oko). Głodówka od strony Słowacji pokonana bardzo sprawnie i bez nadmiernego potu (takie było założenie).
Długi zjazd (około 6 km), nielubiana bardzo przez ze mnie długa prosta delikatnie pod górę, Cyhrla w dół i po zabawie. W sumie wyszło 67 km z małym hakiem ze średnią 30 km/h, w pionie ponad 900 metrów. Fajny, przyjemny trening bez nacisku na podjazdy...
wtorek, 16 lipca 2013
W Zakopanem jestem od niedzieli ale przez dwa dni nie udało się wyjechać na szosę. W dzień przyjazdu w ogóle nic nie planowałem, wczoraj padało od samego rana, a gdy późnym popołudniem zdecydowałem się na godzinkę po okolicznych asfaltach to tata zaproponował nocny wyjazd na rybki :) Tacie nie odmówiłem, a rower nie zając, nie ucieknie... Dzisiaj rano byłem po tych rybach mocno niedospany ale że pogoda wyraźnie zaczęła zachęcać (skutecznie z resztą) to pojechaliśmy z tatą i Elą na rundkę.
Początek dość szybko do Szaflar w ramach rozgrzewki. Żadna to filozofia jechać tam szybko bo więcej z góry niż pod górę, do tego wiatry na tym odcinku są przeważnie mocno sprzyjające. Krótka hopa tuż za Szaflarami w kierunku drogi Nowy Targ-Czarny Dunajec zaliczona z płyty w dość żwawym tempie i już wiedziałem, że noga sama jedzie :) Świeżość (4 dni bez roweru) ? Może...
Dalej Rogoźnik, Stare Bystre i 1400 metrów podjazdu w Cichym (średnio 4,9%) pokonane na młynku ale w tempie jak na mnie bardzo przyzwoitym.
Chochołów, Witów, Kościelisko (delikatnie ale cały czas pod górę) i w zasadzie było już po treningu. Zjeżdżając Krzeptówkami w stronę centrum trochę poniosła mnie fantazja. Trzeba było widzieć miny kierowców :)
...i tak minął pierwszy treningowy dzień w Tatrach. Max na dzień dzisiejszy to 70.6 km/h - zjazd Drogą Na Olczę w kierunku Harendy. Jak ktoś chce zobaczyć trochę cyferek to oto i one: Polar, Endo i Strava.
Jutro taka traska w planach: w dół przez centrum na Harendę, podjazd pod Olczę, dalej wspinanie na Cyhrlę i zaraz potem Zazadnia, zjazd do Bukowiny Tatrzańskiej, podjazd przez Murzasichle od Stasikówki i... dalej zobaczymy jaki będzie kilometraż :) Ma wyjść circa 2.5/3 h.
Zanim jednak pojadę na szosę to do południa czeka mnie prawdziwe wyzwanie...będę uczył jazdy na rowerze mojego synka, także trzymajcie kciuki !!!
@wiki
Początek dość szybko do Szaflar w ramach rozgrzewki. Żadna to filozofia jechać tam szybko bo więcej z góry niż pod górę, do tego wiatry na tym odcinku są przeważnie mocno sprzyjające. Krótka hopa tuż za Szaflarami w kierunku drogi Nowy Targ-Czarny Dunajec zaliczona z płyty w dość żwawym tempie i już wiedziałem, że noga sama jedzie :) Świeżość (4 dni bez roweru) ? Może...
Dalej Rogoźnik, Stare Bystre i 1400 metrów podjazdu w Cichym (średnio 4,9%) pokonane na młynku ale w tempie jak na mnie bardzo przyzwoitym.
Chochołów, Witów, Kościelisko (delikatnie ale cały czas pod górę) i w zasadzie było już po treningu. Zjeżdżając Krzeptówkami w stronę centrum trochę poniosła mnie fantazja. Trzeba było widzieć miny kierowców :)
...droga Czarny Dunajec-Zakopane (odcinek 2 km przed Kościeliskiem)
...potok w pobliżu Doliny Chochołowskiej
...i tak minął pierwszy treningowy dzień w Tatrach. Max na dzień dzisiejszy to 70.6 km/h - zjazd Drogą Na Olczę w kierunku Harendy. Jak ktoś chce zobaczyć trochę cyferek to oto i one: Polar, Endo i Strava.
Jutro taka traska w planach: w dół przez centrum na Harendę, podjazd pod Olczę, dalej wspinanie na Cyhrlę i zaraz potem Zazadnia, zjazd do Bukowiny Tatrzańskiej, podjazd przez Murzasichle od Stasikówki i... dalej zobaczymy jaki będzie kilometraż :) Ma wyjść circa 2.5/3 h.
Zanim jednak pojadę na szosę to do południa czeka mnie prawdziwe wyzwanie...będę uczył jazdy na rowerze mojego synka, także trzymajcie kciuki !!!
@wiki
środa, 10 lipca 2013
Mowa o ostatnim weekendzie...
Krótka wymiana SMS-ów:
Mateusz: ścigamy się gdzieś w ten weekend ?
Ja: nie mam kasy, nie mam auta, w sobotę pracuję, poza tym...chyba nic nie ma...
(oczywiście co weekend coś jest ale w tym przypadku wszędzie było stanowczo za daleko)
Ja: jest kryterium w Kole w niedzielę
Mateusz: przyjadę po Ciebie i jedziemy
Później już tylko dogranie szczegółów i pojechaliśmy...
Na miejscu problemy ze zgłoszeniem Mateusza. Okazało się, że nie chcą go puścić z nami. On jest cyklosport jeszcze... Na szczęście udaje nam się nakłonić sędziego, tłumacząc, że to nie MŚ itd, itp...
Ja zapominam licencji, tutaj obyło się bez problemów (o dziwo).
Start niestety dopiero około czternastej więc 4 godziny czekania. Trudno. Z tym się liczyliśmy. Ale mieliśmy także nadzieję, że wszystko odbędzie się nieco szybciej (org zapowiedział mi, że jest taka opcja, podczas rozmowy telefonicznej dwa dni wcześniej).
Nic z tego. Czekamy. Małe szoping w Biedronce. Spacery tu i tam...aby tylko czas szybciej zleciał. Parę nowych znajomości, rozmowy o wszystkim (w tym o kolarstwie rzecz jasna)...
Niestety nie widać nowych rywali. Jakby tego było mało okazuje się, że dystans skrócili o połowę (z 20 rund po 1800 metrów do dziesięciu), dlatego też z coraz to większą obawą zaczynamy myśleć o tym wyścigu "ogór" (nie lubię tego słowa).
Pojawiają się (dzięki Ci Panie) Żolibery, Fizjotech (Sylwek) i Roger z Grodziska. Szanse na podium :) zmalały ale za to na dobre ściganie są dużo większe.
Start z lekką obsuwą (20 minut) ale jedziemy. Sporo nas ale to z racji tego, że puścili wszystkie kategorie razem. Tempo od pierwszego zakrętu mocne. Na drugiej rundzie zaczęły się prawdziwe harce. Po kilku atakach zawiązuje się czołówka: ja, Sylwek, Żolibery i Roger. Przez chwilę pomyślałem, że tak już będzie do kreski... Plan Żoliberów był jednak inny. Poprawili raz, drugi, potem trzeci i pojechali we trzech zostawiając w tyle lekko utytłanych: mnie i Sylwka. We dwóch kręcimy po zmianach po dziewiątej rundy. Na jej koniec złapała nas grupa na czele z miejscowym Adamem. Na kreskę 1 pkt (wcześniej zdobył go Sylwek) i ostatecznie 5-te miejsce.
Szkoda, że tak krótko... Paru chłopa więcej, "normalny" dystans i częste finisze o punkty, a byłoby zacne kryterium.... A tak był "ogórek". I żeby było wszystko jasne: chodzi tylko o dystans :)
@wiki














